Ks. Bashobora. Charyzmatyk, czy także uzdrowiciel?

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smolinski

Ks. Bashobora. Charyzmatyk, czy także uzdrowiciel?

Bilety na spotkania z księdzem z Ugandy trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. To żadne czary-mary - zapewniają jego zwolennicy. Część duchownych podchodzi jednak do niego z dystansem.

Spotkania z nim nie przypominają tradycyjnych mszy. Bo czarnoskóry ksiądz John Bashobora, uzdrowiciel z Ugandy, potrafi porwać ludzi. Zaczarować. Na rekolekcje z duchownym z Czarnego Lądu przyjeżdżają dziesiątki tysięcy osób z całej Polski. W Małopolsce był już kilka razy. Jest bardzo popularny, zwłaszcza wśród mieszkańców Podbeskidzia. Jego sławę na tym terenie ugruntowało „cudowne” - jak się tam mówi - zdarzenie. Tych „cudów” z udziałem charyzmatyka z Ugandy jest podobno więcej. Wśród polskich kapłanów zdania na jego temat są podzielone.

Czarnoskóry ksiądz do Polski przyjeżdża dopiero od kilku lat. Stał się w naszym kraju tak sławny, że spotkania z nim organizowane są na stadionach. Bo mogą pomieścić nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Jadąc na rekolekcje do Zembrzyc koło Suchej Beskidzkiej, uczestniczył w groźnym wypadku drogowym. Wyprzedzająca ciężarówkę na podwójnej linii ciągłej mazda, w której jechały trzy osoby, zderzyła się czołowo z mercedesem, którym podróżował duchowny. Dwie pasażerki mazdy zginęły. O. Bashobora, jego polska tłumaczka i dwójka organizatorów rekolekcji - pasażerowie mercedesa - wyszli z wypadku bez szwanku. - Samochód, którym jechali, nadawał się do kasacji. Wyglądał tak, jakby ktoś odciął potężnymi nożycami cały przód, tuż przy szybie, która na szczęście dla pasażerów pozostała cała - opowiadał Marcin Talik, organizator rekolekcji w Zembrzycach. Był sierpień. Z nieba lał się żar. Termometry wskazywały 32 stopnie C w cieniu. Pomimo to wiele osób, zamiast nad wodę, pojechało w tym dniu właśnie do Zembrzyc. Informację o „cudownym” ocaleniu ojca Bashobory podawano sobie z ust do ust.

Trzy osoby wstały z wózków

Podczas rekolekcji, które prowadzi, mają podobno miejsce nie tylko nawrócenia, ale także uzdrowienia. O. Bashobora nie zaprzecza. - Są konsekwencją obietnicy Jezusa: uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! - wyjaśnił mi w czasie pobytu w Zembrzycach.

-W Warszawie byłem świadkiem, jak po modlitwie wstawienniczej ojca Johna w intencji ludzi, których przywieziono na spotkanie z nim na wózkach inwalidzkich, trzy osoby wstały z wózków. Jedna z nich, na jego polecenie, pokonała 40 schodów prowadzących do tabernakulum, żeby podziękować Jezusowi za uzdrowienie - wspomina Marcin Talik, lider wspólnoty ewangelizacyjnej Magnalia Dei, który zaprosił duchownego do Zembrzyc.

-To nie żadne czary-mary. To dar Ducha Świętego. Ojciec Bashobora, a także inni charyzmatycy nie są uzdrowicielami. Nie serwują żadnych szamańskich sztuczek. Nie wabią jak Kaszpirowski i inni bioenergoterapeuci. Głoszą Jezusa, a Bóg potwierdza tę naukę znakami - przekonuje Edyta Tombarkiewicz, jedna z polskich tłumaczek ojca Bashobory.

Uczestnicy rekolekcji prowadzonych przez Ugandyjczyka to głównie młodzi ludzie. Członkowie różnego rodzaju wspólnot i ruchów chrześcijańskich. O czarnoskórym kapłanie dowiadują się od księży, z mediów i z sieci. Małgorzata ze wspólnoty „Przymierze Rodzin” o „ojcu Johnie” dowiedziała się z Internetu. - Na YouTube można obejrzeć film pt. „Duch”, który opowiada o nim, jego charyzmacie i niezwykłych darach, jakimi obdarzył go Pan Bóg - mówi Małgorzata.

Trudne dzieciństwo

Już sam życiorys kapłana to gotowy scenariusz filmu. John Baptist Bashobora nie miał łatwego dzieciństwa. Z informacji, jakie podają organizatorzy spotkań, wynika, że miał zostać otruty przez ciotkę, która go wychowywała:. „Chciała go otruć, bo był zbyt inteligentny. Gdy postawiła przed nim miskę z zatrutą owsianką, ten przeżegnał się, a miska roztrzaskała się na kawałki”.

Dzięki pomocy księży mały John zdobył wykształcenie. Studiował na uniwersytecie jezuickim w Rzymie. Tam uzyskał doktorat z teologii. Na stałe mieszka i pracuje w diecezji Mbarara, w południowo-zachodniej Ugandzie. Jest tam koordynatorem Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. Na jego stronie internetowej można przeczytać, że „oprócz intensywnej pracy duszpasterskiej opiekuje się sześcioma tysiącami sierot”. Zbudował im szkoły i sierocińce. W planach ma budowę kolejnych. Środki na ten cel zdobywa, jeżdżąc po świecie i głosząc rekolekcje. Nasz kontynent odwiedza systematycznie od 1986 r., kiedy rozpoczął studia w Rzymie: - Wtedy odkryłem, że Europa jest bardzo uboga, bo brakuje jej rozmowy z Bogiem.

Do Polski przyjechał po raz pierwszy w 2007 r. „Przypadkiem” - tak mówi. W zastępstwie innego księdza poprowadził spotkanie Ruchu Odnowy Charyzmatycznej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Od tego czasu ojciec John jest co roku w Polsce. Bywa nieraz w kilkudziesięciu miejscach. W tym roku w „grafiku” jego spotkań też jest gęsto.

Cieszyn, Białystok, Elbląg, Olsztyn, Warszawa, Zamość, Licheń, Częstochowa, Bielsko-Biała, Żywiec, Zembrzyce i wiele innych mniejszych miejscowości. Wszędzie tam był i będzie ojciec John. Na spotkania z nim przychodzi od 2 tysięcy (Zembrzyce) do nawet 60 tysięcy (Warszawa) osób. Bilety na rekolekcje z Ugandyjczykiem kosztują od 40-80 zł. Trzeba je rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Pieniądze - jak tłumaczą organizatorzy, są wydawane głównie na wynajęcie sal i stadionów. Sam o. Bashobora mówi, że „nie bierze żadnych pieniędzy”: - Mam pod opieką 6 tys. dzieci, najczęściej sierot z bardzo biednych rodzin, i pieniądze by się przydały. Ale uważam, że jak przychodzę z przesłaniem, to muszę skoncentrować się na nim, a nie na problemach, które mi towarzyszą.

Poprawny teologicznie, ale czy uzdrawia?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski uważa, że „tego typu działalność misjonarza, który przyjeżdża z Afryki, w żadnym innym kraju europejskim nie byłaby możliwa”. - Na taką „egzotykę” jest wyraźne zapotrzebowanie tylko w Polsce. Ja to tłumaczę tym, że za Bashoborą stoją ludzie związani z Ruchem Charyzmatycznym - zwraca uwagę ks. Isakowicz-Zaleski. Sam miał doświadczenia „pozytywne i negatywne” związane z tym Ruchem. - Pozytywne wtedy, kiedy Ruch ten rozwijał się w kierunku modlitwy, obudzenia religijności.

Ale spotkałem się też z grupami „nawiedzonymi”, które plotły niestworzone bzdury. W warszawskim Ruchu Rodzin Nazaretańskich jeden mężczyzna uznał, że jest wcieleniem Matki Bożej. Kardynał Nycz wtedy interweniował, gdyż dochodziło do rozłamów i ludzie odchodzili z Kościoła. Ks. prof. Jan Machniak, kierownik katedry duchowości UPJPII, podkreśla, że otrzymane przez Boga łaski są dane charyzmatykom „przede wszystkim do budowania Kościoła”. Uważa, że o. Bashobora spełnia ten warunek, bo „buduje Kościół, gromadzi ludzi na modlitwie, celebruje mszę świętą”.

- Jego rekolekcje są bardzo poprawne od strony teologicznej, bo on prosi wszystkich, żeby się modlili w intencji osób cierpiących na choroby. Przyznaje jednak, że co do charyzmatu uzdrawiania fizycznego o. Bashobory trudno cokolwiek powiedzieć, gdyż wymagałoby to zbadania, czy ewentualne uzdrowienia, o których organizatorzy i uczestnicy rekolekcji z o. Bashoborą mówią, „są efektem bezpośredniego działania Ducha Świętego przez jego pośrednictwo czy też wynikiem wspólnej, zbiorowej modlitwy”. W opinii ks. Isakowicza-Zaleskiego na temat działalności i rzekomych uzdrowień powinna się wypowiedzieć Konferencja Episkopatu Polski. Podobno biskupi dyskutowali już raz o ojcu Bashoborze i nie ustalili żadnego stanowiska. Stanęło na tym, że nie ma ani ogólnej akceptacji jego praktyk, ani też zakazu przyjmowania go w polskich kościołach katolickich. Wszystko zależy od „gospodarza miejsca”, czyli poglądów danego biskupa diecezjalnego czy też przełożonego zakonu.

Tak się składa, że o. Bashobora najczęściej jest zapraszany do diecezji w środkowej i północnej Polsce. W ub. roku na Stadionie Narodowym w Warszawie mszę św. odprawiał m.in. z abp. Henrykiem Hoserem, z którym jest zaprzyjaźniony. Charyzmatyk z Ugandy nie może jednak liczyć na względy innego warszawskiego hierarchy. Kard. Kazimierz Nycz „do rewelacji o cudach tego księdza” podchodzi „z dużym dystansem”. - Często słyszę narzekania lekarzy, że ludzie po takich spotkaniach przerywają leczenie, a uzdrowienia okazały się rzekome. Miałem konkretny przykład osoby cierpiącej na chorobę somatyczną, która usłyszała zalecenie, by odłożyć leki. Nie tędy droga - mówi kard. Nycz.

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2016 Polska Press Sp. z o.o.

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.