Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Czasami na sali operacyjnej czujemy się jak bogowie

Czytaj dalej
Fot. Michal Gaciarz / Polska Press
Anna Hudyka

Czasami na sali operacyjnej czujemy się jak bogowie

Anna Hudyka

Prof. dr hab. Andrzej Maciejczak należy do najwybitniejszych polskich neurochirurgów. Do Tarnowa przyjechał 13 lat temu i stworzył tu oddział słynący z chirurgii kręgosłupa w całym kraju, wyposażony w urządzenia, których nie ma niejeden wielki ośrodek uniwersytecki. Jak tego dokonał? Co trzyma go w Tarnowie? I czym właściwie zajmuje się neurochirurg?

Panie Profesorze, jaka była Pańska najtrudniejsza operacja?

Chyba żaden chirurg nie ma tej jednej, najtrudniejszej operacji. Każda może być trudna w jakimś fragmencie, niekoniecznie w całości. Chirurgia jest zawodem, w który zaprzęga się przy stole operacyjnym nie tylko wysiłek fizyczny: stanie w niewygodnej, jednostajnej, monotonnej pozycji, ale także obciążenie psychiczne w postaci stale napiętej uwagi, zmysłów i stresu. Tak jest nawet wtedy, gdy ktoś pracuje jako chirurg od 30 lat.

Ale jeśli pani pyta o najtrudniejszą, to przypominam sobie operację bardzo trudnego nowotworu kości krzyżowej. Wiedziałem, że operacja niesie ze sobą dużą utratę krwi, o czym chory i jego rodzina zostali uprzedzeni. Co więcej: powiedziałem, że może się też zdarzyć, że nie będziemy w stanie opanować krwawienia i może skończyć się to źle, ze zgonem na stole operacyjnym włącznie.

Rzeczywiście było ciężko?

Krwawienie było gigantyczne. To był dramatyczny wyścig: albo usunę całkowicie guza i krwawienie zatrzyma się, albo zanim go usunę chory wykrwawi się na śmierć. W miarę jak krwawienie było coraz większe do moich uszu dobiegała nerwowa krzątanina ze strony anestezjologów. Spadki ciśnienia, przetaczanie krwi, potem przyjście drugiego i kolejnego anestezjologa. Wszystko to słyszałem, mając wzrok utkwiony w polu operacyjnym.

Już wiedziałem, że nie jest dobrze. I nagle słyszę najgorsze ze strony anestezjologów: mówią, żebyśmy obrócili na plecy leżącego na brzuchu chorego i reanimowali go. Ale jak? Olbrzymia rana operacyjna na plecach jest otwarta. Mogę tylko upakować ją gazą i odwrócić chorego.

Już niemal obracaliśmy chorego, gdy anestezjolog zrezygnowanym głosem powiedział: „to już zaszywajcie”. Intensywne krwawienie ustało, krew leniwie spływała do rany, tak jakby ciśnienie tętnicze było już szczątkowe. Miałem wrażenie, że zaszywamy niemal zwłoki.

I w tym momencie, w tym największym rozgardiaszu, w tej całej adrenalinie, ujrzałem kątem oka w drzwiach sali operacyjnej kapelana szpitalnego, z zaledwie zarzuconym na ramiona fartuchem. Kto go tam wpuścił w takiej chwili i to na dodatek kompletnie niesterylnego? Nie wiem.

Czytaj więcej:

  • Co ksiądz robił na bloku operacyjnym? Co wydarzyło się dalej?
  • Czy zdarzają się niesamowite przypadki?
  • Jakie operacje są trudne?
  • Co dr hab. Andrzej Maciejczak uważa za swój największy sukces zawodowy?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

Kup abonament i otrzymaj:

  • dostęp do tego artykułu i wszystkich treści Ekstra Magazynu,
  • najlepsze teksty dziennikarzy Polska Press Grupy,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • nieograniczony dostęp do archiwum.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Anna Hudyka

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.