Ma trzy kierunki studiów. Mówi, że chce osiągnąć więcej

Ma trzy kierunki studiów. Mówi, że chce osiągnąć więcej

Ma 26 lat, ukończył dwa kierunki studiów, a jego pasją jest muzyka. Z pozoru zwyczajny mężczyzna, który stara się żyć jak każdy z nas. Nikodem Maciejewski zwyczajny jednak nie jest, bo od urodzenia cierpi na retinopatię wcześniaczą i praktycznie jest prawie niewidomy

Na lewe oko prawie w ogóle nie widzę, jedynie światło lub ciemność. Z prawym jest trochę lepiej. Trudno to opisać, bo nie mam porównania do tego, jak widzą zdrowe osoby. Nie mam wrażenia, że ten obraz jest przyciemniony czy zamglony. Po prostu chyba mniej szczegółowy - opowiada Nikodem Maciejewski. Aby przeczytać jakiś tekst, musi przyglądać się mu z odległości zaledwie kilku centymetrów.

- Dla mnie to niewyobrażalne, że można czytać np. książkę z odległości kilkudziesięciu centymetrów - przyznaje.

Chciałam, by żył jak każde dziecko

Nikodem Maciejewski urodził się w 1989 roku w Skwierzynie w województwie lubuskim. Pochodzi z niewielkiej wsi Ołobok niedaleko Świebodzina.

- Był wcześniakiem, a do tego były również powikłania przy porodzie. Trafił do inkubatora. Miał jednak niezasłonięte oczy, a ponadto prawdopodobnie nie dopilnowano tlenu, no i doszło do naświetlenia i uszkodzenia siatkówki - wspomina Czesława Maciejewska, matka Nikodema.

W tamtych czasach retinopatia wcześniacza była chorobą, której nie dało się uleczyć. Rodzice Nikodema szukali pomocy w różnych miejscach. Byli między innymi w klinikach w Poznaniu, Katowicach czy Szklarskiej Porębie. To w tym mieście usłyszeli nawet od lekarzy, że gdyby opierać się na informacjach zapisanych w dokumentach, ich syn nie powinien widzieć w ogóle. Po pomoc udali się więc za granicę, do Bonn. I tam lekarze potwierdzili, że wady Nikodema nie da się wyleczyć. Można jedynie próbować rehabilitacji. Dzisiaj retinopatia wcześ-niacza jest już możliwa do skorygowania u dzieci. U dorosłych jednak wciąż nie można tego zrobić.

- Trochę wykorzystuję ten wzrok w orientacji przestrzennej w mieście. Nie jest tak, że całkowicie nie widzę. Widzę, gdzie są budynki lub ulica. Jak jest ciemniej, to są większe szanse, że zobaczę np. czerwone lub zielone światło - opowiada Nikodem.

Przyznaje jednak, że czasem dochodziło do sytuacji, w których ktoś ze znajomych na ulicy powitał go, a on nie był w stanie rozpoznać kto.

W dzieciństwie Nikodem przyjeżdżał z rodzicami do Poznania do jednej z poradni dla osób niepełnosprawnych. Tam miał zajęcia m.in. z psychologiem.

- Kiedyś pani psycholog powiedziała mi: „Zobaczy pani, że on będzie chodził do normalnej szkoły i czytał czarnodruk”. I tak się stało. Wszystkie książki były kserowane i powiększane, zeszyty z poszerzonymi i wyraźnymi liniami. Staraliśmy się mu zapewnić to, co było dostępne, by mógł się rozwijać jak wszystkie dzieci -wspomina mama Nikodema.

Rodzice od początku chcieli go wychować tak, by nie czuł dyskomfortu z powodu słabego wzroku. - W środku drżałam, ale chciałam, by żył jak każde dziecko. Ojciec go nauczył pływać, jeździć na rowerze i później wszystko jakoś poszło - dodaje Czesława Maciejewska.

Poszło tak dobrze, że Nikodem zaczął chodzić do przedszkola. Początkowo na godzinę, dwie. Później dłużej. Aż w końcu na cały dzień, następnie kilka razy w tygodniu. Nauka w zerówce była już czymś oczywistym, tak jak kolejne etapy edukacji. Podczas lekcji, przerw czy wyjść klasowych dbali o niego na równi nauczyciele i koledzy z klasy.

- Okazało się, że dzieci jak szły z Nikodemem na spacer, to brały go w środek. Co prawda czasami usłyszał, że jest ślepakiem, ale to były incydenty - opowiada mama.

Języki obce to lepszy wybór

W 2008 roku Nikodem rozpoczął studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Poszedł na filologię angielską. Najpierw na studia licencjackie, a później magisterskie. Ukończył je w 2013 roku.

W tym czasie rozpoczął już kolejne studia. Tym razem podyplomowe, ukierunkowane na tłumaczenia pisemne języka angielskiego.

A jakby tego było mało, aktualnie kończy również trzeci kierunek studiów. Także stacjonarnych na UAM.

- To studia językowo-tłumaczeniowe, ale ustne pod kątem tłumaczeń konferencyjnych. Jeszcze ich formalnie nie ukończyłem. Mam pozaliczane przedmioty, ale przede mną jeszcze obrona pracy magisterskiej - opowiada Nikodem.

I przyznaje, że w przeszłości nie spodziewał się, że aż tak zainteresuje się akurat językami obcymi i z tym będzie chciał związać swoją przyszłość. W gimnazjum i liceum interesował go bowiem przede wszystkim język polski. Dopiero po jakimś czasie uznał, że filologia polska nie musi wyglądać tak samo jak nauka języka polskiego w liceum i może nie dać mu wielkich perspektyw.

- Nigdy nie miałem też problemów z językami obcymi. I postanowiłem, chyba słusznie, że to będzie lepszy wybór - mówi chłopak.

Mimo że dzięki studiom ma już uprawnienia do nauczania innych osób, swoją przyszłość chciałby związać z pracą tłumacza. Temu też podporządkował swój drugi i trzeci kierunek studiów. Pod tym kątem odbywał już także praktyki w poznańskich szkołach.

- Częściowo obserwowałem lekcje prowadzone przez nauczyciela, a częściowo pod jego okiem je prowadziłem. Mimo mojej niepełnosprawności i wady wzroku, byłem w stanie przygotować i poprowadzić lekcję bez specjalnie wielkiej pomocy nauczyciela - opowiada Nikodem.

Później był również na tygodniowych praktykach w Brukseli w instytucjach Unii Europejskiej oraz odbył staż w jednym z poznańskich biur tłumaczeń.

Rodzice Nikodema przyznają, że mieli ogromne obawy związane ze studiami syna. Zastanawiali się, czy da sobie radę sam w Poznaniu. - Dlatego też początkowo myśleliśmy o studiach zaocznych - przyznaje Czesława Maciejewska.

- Mnie wydawało się to oczywiste, że pójdę na studia dzienne - wtrąca Nikodem.

Pokonywanie trudności

Studia w Poznaniu wiązały się jednak z koniecznością pokonywania kolejnych barier. Barier, które istniały już od dzieciństwa, a od tego momentu tylko ich przybyło. Na początku trzeba było jednak nauczyć się całkowitej… samodzielności.

- W liceum rodzice prawie wszędzie mnie dowozili. Pełnej samodzielności, zwłaszcza jeśli chodzi o poruszanie się w mieście, musiałem się nauczyć od początku studiów - wspomina Nikodem.

Początkowo korzystał z pomocy specjalistki, która uczy osoby niedowidzące poruszania się w przestrzeni. To ona nauczyła go trasy z akademika na uczelnię czy na dworzec. A po jakimś czasie zaczął coraz więcej robić sam. Nawet mimo tego, że co jakiś czas przytrafiały mu się pomyłki.

- Czasami wysiadłem nie na tym przystanku co trzeba lub wsiadłem w zły tramwaj. Szybko okazało się jednak, że to nie takie trudne, by gdzieś dojechać. Najtrudniejsze było przestawienie się, że tak naprawdę mogę dotrzeć w każde miejsce, tylko wystarczy sprawdzić jak to zrobić. A jak wysiądę na przystanku, to żaden wstyd zapytać o drogę - opowiada Nikodem.

A jego mama dodaje:

- Raz zadzwonił, że „wylądował” na Ławicy zamiast na uczelni. Ale to było już po fakcie, kiedy wracał i wiedział jak dojechać z powrotem. Innym razem nie wysiadł na dworcu w Świebodzinie. Okazało się że miał problemy z wyjściem. Stres był niesamowity, choć ostatecznie mu się udało.

Takie przypadki wraz z upływem czasu zdarzały się już jednak coraz rzadziej. A coraz częściej to Nikodem mógł instruować rodziców jak trafić do jakiegoś miejsca w Poznaniu.

- Syn brał kiedyś udział w zawodach pływackich na uczelni. Pojechałam zobaczyć go w akcji. Dzwonił do mnie i mówił przez telefon, ile przystanków muszę przejechać i kiedy wysiąść na Morasku. Teraz też mi mówi, gdzie i jakim tramwajem dojechać - mówi pani Czesława.

Przeprowadzka do Poznania to jednak przede wszystkim wykonywanie codziennych czynności: przygotowywanie posiłków, pranie, sprzątanie, zmywanie itp.

- Każda codzienna czynność, od prania czy prasowania, do załatwiania jakichś spraw w urzędzie, jest do opanowania. Po prostu niektóre rzeczy robiłem samodzielnie rzadziej, a inne częściej. A z czasem będzie tak, że wszystko sam. Tak jak z praniem. Nie robiłem tego sam, bo co tydzień byłem w domu. Do czasu aż w końcu uznałem, że przecież to nie jest konieczne. Nie trzeba mieć co tydzień pełnego plecaka jedzenia czy prania i można samemu o tym pomyśleć. Ta samodzielność i odpowiedzialność mi się spodobała - wspomina Nikodem.

Początkowe trudności związane były jednak nie tylko z poruszaniem się po mieście, ale przede wszystkim z samą nauką.

- Największym wyzwaniem była praca z tekstem i to często z dość obszernymi tekstami. W tym przypadku wystarczyło po prostu uprzedzić wykładowców i poinformować ich, czego potrzebuję, aby ta moja niepełnosprawność nie była barierą. Najlepiej bym wszelkie materiały na zajęcia dostawał w formie elektronicznej na maila, tak bym mógł sobie wydrukować powiększone albo żeby wykładowca przynosił jedną kopię wydrukowaną większą czcionką. Okazało się, że to było możliwe i dawałem radę - wspomina.

Mimo ograniczeń związanych z niedowidzeniem Nikodem ma poczucie, że prowadzi normalne życie.

- Rodzice nigdy mnie nie trzymali pod kloszem, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero dzięki studiom. Takie normalne życie z sukcesami, porażkami, błędami i uczeniem się to dla mnie naturalne i nie wyobrażam sobie, by miało to wyglądać inaczej - mówi.

A jego mama dodaje: - Początkowo musiał się często meldować, ale robił to chętnie, więc byłam spokojna. Szybko wydoroślał.

Do rozmowy dołącza również Marta, siostra Nikodema. - Nie mieszkałam już z rodzicami, ale za każdym razem, gdy dzwoniłam do domu, to tylko słyszałam, że Nikodem gdzieś poszedł, gdzieś pojechał i co chwilę było coś nowego - mówi.

Sam Nikodem powtarza, że receptą na sukces jest cały czas wiedzieć, co jeszcze jest do zrobienia. I przekonuje, że zawsze można osiągnąć jeszcze więcej.

- Na pewno jednak nie warto uznawać się za gorszego od innych. Każdy ma jakieś ograniczenia. Z drugiej strony nie powinno się też przyjmować postawy roszczeniowej, bo najbardziej wartościowe jest to, na co się samemu zapracuje. Ograniczenia są zawsze, ale nie wytwarzajmy kolejnych swoim podejściem - zapewnia Nikodem.

Wyjazdy za pasją

Pokonywanie trudności i coraz większa samodzielność pozwoliły Nikodemowi na realizowanie pasji, jaką jest muzyka. Mimo swojej niepełnosprawności chodzi na koncerty w Poznaniu, a co jakiś czas wyjeżdża również do innych miast. W tym drugim przypadku, jedzie jednak zawsze z kimś ze znajomych.

- Brat jeździł również na koncerty w Gdańsku czy Lublinie. To nie tylko Poznań. Gdzie gra jakiś fajny zespół, wsiada i jedzie - mówi siostra.

W domu ma również perkusję. - Od urodzenia było stukanie w każdym momencie po nogach, talerzach itp. Dlatego perkusja stoi w pokoju - żartuje Czesława Maciejewska.

Sam Nikodem przyznaje, że zainteresowanie muzyką zaczęło się długo przed czasami studenckimi. Jeszcze gdy mieszkał w Ołoboku, rodzice wozili go kilkadziesiąt kilometrów na koncerty w Zielonej Górze.

- Świat bez muzyki byłby nudny. To naturalna część mojego życia - wyjaśnia chłopak.

Naturalną częścią jego życia stał się również Poznań, z którym się mocno związał. Tutaj ma znajomych, ludzi, na których może liczyć i spędzać z nimi czas.

Radości z tego jak potoczyło się życie Nikodema nie ukrywają jego rodzice.

- Zawsze miałam jakieś obawy i one towarzyszyły na każdym etapie dorastania syna. Ale w sercu chciałam, by to wyglądało tak, jak wygląda obecnie. A teraz kolejny etap tego życia dorosłego. Oby on zaowocował - ta praca którą włożył - i znalazł swoje miejsce - marzy pani Czesława.

- W Lubuskiem zawsze będzie mój dom, bo stamtąd pochodzę. Jednak przez te wszystkie lata studiowania i mieszkania tutaj, czuję się w Poznaniu jak u siebie. Mam nadzieję, że uda mi się związać swoją przyszłość z tym miejscem. I, że za kilka lat znowu powiem, iż lubię Poznań i nie żałuję, że związałem życie z tym miastem - mówi Nikodem. - Nie chciałbym zmarnować tego, co udało mi się zbudować, a wiem, że mogę osiągnąć jeszcze dużo więcej. Chciałbym też, aby potencjalni pracodawcy widzieli przede wszystkim moje kompetencje, a nie to, że jestem osobą niepełnosprawną.

ekstramagazyn.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2016 Polska Press Sp. z o.o.

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.